Dolce far niente

Poprzedni odcinek tu

img_20160912_1639020001

Jest trzecia po południu.  Niech choć te trzy godziny spędzimy na słońcu. Mijamy wejście do pięknej i odludnej plaży należącej do stanowego parku, ale nie wchodzimy, bo tu trzeba pół kilometra brnąć piaszczystym duktem przez las. Zaraz za mostem przez rzekę Kalamazoo znajduje się wjazd na sławetną plażę Oval Beach, szybko zabieramy graty i rozkładamy sie na gorącym piasku. Obiekt wygląda trochę mniej imponująco niż na zdjęciach, ale nam wystarczy.  Nie jest tłoczno, mimo że niedziela.  Tablice oznajmiają, że wstęp tu jest płatny, ale budka biletera zamknięta jest na głucho a nikt z tu obecnych nie wie nic o żadnych opłatach. No to robimy swoje. Jak to na plaży, rozglądamy się przy użyciu lernetki, trochę fotografujemy, czytamy, rozmawiamy, drzemiemy, a nawet przepływamy te kilkaset metrów tam i z powrotem od boi do boi. Podobno szaleją tu prądy ściągające pływaków na pełne morze, ale remedium na ten problem jest proste.  Należy podążac w poprzek kierunku nurtu i po kilkunastu metrach można sobie spokojnie dopłynąć do brzegu.  A w ostateczności nie trzeba robić nic, tylko cierpliwie płynąć sobie “na trupa”, zaraz prąd zakręci i zawróci nazad do stałego lądu.

Widzimy śmieszną sytuację. Dwoje młodych ludziIMG_20160911_185254326_HDR[1].jpg plażuje z małym dzieckiem, które jeszcze nie chodzi.  Nagle bobas na czworakach pędzi do wody, nie zważając, że fala go co chwilę zupełnie zalewa. Pcha się na wydry w odmęty.  Wyciągam telefon żeby scenkę nakręcić, ale już mamuśka wyławia potomstwo z głębin przybrzeżnych  i z dzieciakiem na rękach brnie na drugą płyciznę pobaraszkować. Dobrze, że woda jest zaskakująco czysta.

Dwie grube Amerykanki ubrane od stóp niemal do głów w czarne podkoszulki i takież portki pod kolana, usiłują rzucać do siebie jajowatą piłka futbolową. Żadnej z nich nie udaje się owej zabawki złapać, mimo że przelatuje im przez ręce. Wreszcie stopniowo zmniejszają dystans do pięciu metrów i zaczyna im to troche wychodzić. Czasem obserwacja życia jest ciekawszym zajęciem niż oglądanie propagandy na TV.

Nad wodą czas biegnie szybciej niż normalnie. Słoneczko zmierza nieubłaganie w kierunku linii horyzontu.  Jest około szóstej, niech na dziś starczy. Wracamy, po drodze podziwiając łodzie, statki i okręty w licznych tu marinach położonych przy obydwóch nabrzeżach rzeki, kilkaset metrów od ujścia.  W motelu trzeba szybko spłukać z siebie piasek (omal że powiedziałem że i sól, ale przecież tu nie ma soli) i zaraz rozpytamy się w recepcji, gdzie tu możnaby cos przetrącić, jako że wakacji od pożywienia to żeśmy nie brali.

Otóż cienko będzie z lokalami gastronomicznymi, bo tu ludziska są konserwatywni i w niedziele prawie wszystko zamknięte. Ale na drugim końcu miasta można zjeść steka albo rybę, zatem udajemy się tam niezwłocznie.

Niestety, nie jest mi pisane zadegustować lokalne piwa z mikrobrowarów, albowiem kręcę kółkiem.  Niby moja Ela także niezgorzej umie tym kółkiem się posługiwać (mając wprawę w kręceniu), ale sam nie będę pił piwa.  Takoż obejdą sie smakiem, rekompensując sobie wrażeniami kulinarnymi z tytułu konsumpcji fileta z ryby.  Podają także ciepłe bułeczki i oczywiście sałatkę ze słodkiej kapusty.  Ela rzecz jasna raczy się stekiem, tym razem już nie tak krwistym, jak podczas poprzedniej wycieczki.

Jeszcze tylko kilkanaście minut błądzenia po mieście, jako że odcinek obwodnicy w remoncie i znaki nakazują objazd, a po ciemku łatwo drogę zgubić. Włączamy jednak GPS’a i jakoś trafiamy do miejsca spoczynku.

Przegapiliśmy wprawdzie zachód słońca, ale od czego mamy Internet?

sunset-at-the-oval-beach

CDN

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s