Nasze wakacje 2016

A było to tak.

Oczekiwaliśmy tego dnia z niecierpliwością. Juz dawno zarerezwowany był termin letniego wypoczynku, starannie zaplanowany w oparciu o weekendy, by przy użyciu minimalnej liczby należnych dni wygospodarować jak największą ilość wolnego czasu.

Już kilka dni wcześniej w notatniku widniała lista rzeczy, które oprócz ubrań i przedmiotów użytku osobistego warto ze sobą zabrać na wyjazd nad jezioro, a to między innymi ręczniki plażowe, plandeka lub koc do położenia pod owe ręczniki na piasku, kocher benzynowy, parasol plażowy, okularki do pływania, lornetka, siekierka, nóż uniwersalny i co tam jeszcze.

Pogoda w kratkę.  Piękne, słoneczne dni przeplatają się z pochmurnymi, ale to dobrze, przecież przerwy w prażeniu się na słońcu są pożądane, zresztą trzeba i pozwiedzać trochę, zwłaszcza, że nawet te bezsłoneczne dni są w miarę ciepłe lub raczej bardzo ciepłe. Choć od Anki mamy chłodne ranki, które pozwalają trochę wytchnąć od gorąca, a nawet w nocy spać w miarę spokojnie.

Takoż zajechała nasza córka z wnusią.  Nie, nie pojedzie z nami, bo zaraz będzie wracać do domu, który właśnie sprzedaje i musi być na miejscu, by dopilnować transakcji i przeprowadzki.

Dziecko ujrzało nasze notatki.  Pokręciło głową i podyktowało nam listę nową, całkiem odmienną od tej pierwotnej.  A wyglądała ona mniej więcej tak: Wałek do malowania, pędzle, podkładówka, taśma maskująca, farba do ścian, plandeka, owszem, ale zgoła do innych celów niż plażowe, kit klejący, i co tam jeszcze…

Nie, moja Mała, w tym roku już nie damy się wciągnąć w żadne remonty, pierwsza lista wciąż obowiązuje, jedziemy na wakacje.  Tak żem powiedział.

Na to Pociecha zawołała swojego Pięknego, który jest kontraktorem znanym jako niezwykle rzutki przedsiębiorca i czynem oboje dali respons mojej idei, a to wzięli i zerwali tapety w przedpokoju, a ponadto położyli podkładówkę w salonie i pomalowali sufity.

I co ja teraz zrobię? Tapety smętnie wiszą, pod spodem jakiś skruszaly gips z trzydziestego dziewiątego, dziury takie, że gdyby można było samochodem jeździć po ścianach, to rozwalilibyśmy sobie podwozie.  Nie mozna tego tak zostawić. To jedźcie, dziewczyny z ta waszą listą do magazynu i kupcie co trzeba, a ja w tym czasie zacznę maskować detale taśmą, której jeszcze trochę mam z zeszłego roku.

wall.jpg

Na obrazku ów słynny kontraktor z naszą Wnusią, a w dali po lewej
rozpaprana ściana z dziurami...

Ściągnięcie reszty tapet przy użyciu gorącej wody z mydłem nie sprawiło zbyt dużego kłopotu.  Ale ten stary podkład przy myciu ściany tworzył coraz większe wyrwy.  Więc trzeba robić ścianę na teksturę, to znaczy taką, żeby w razie potrzeby można było na niej trzeć kartofle na placki, jak na tarce.  A robi się to zagęszczając podkładówkę świeżym gipsem, przed czym producent farby przestrzega.

Tak minęły pierwsze dni wakacji. Potem usiłowaliśmy teksturować ścianę na schodach tak jak się należy, a więc samym gipsem, ale ten sposób nie zdawał egzaminu.  Na to poszły dwie warstwy farby, która sama w sobie zawierała składnik podkładowy.

W międzyczasie trzeba było zakończyć ten rozpoczęty przez młode pokolenie salonik, ale tutaj drugie Dziecko wykorzystało swą młodość i zapał i bardzo ładnie i równo położyło warstwę wykończeniową.  Jeszcze tylko kitem pociągnąć załamania i szpary w aplikacjach i chyba wreszcie mozna odpalać SUV’a na wyjazd.

Cóż, dziewczyńska fantazja nie zna granic, jeśli się rozchodzi o wymyślanie sposobów urządzania mieszkania.  W dodatku one chcą realizować swoje pomysły już, teraz, natychmiast.  Powiadają mianowicie, takie piękne ściany wymagają położenia nowej wykładziny na podłogę, jako że ta co jest, pamięta chyba czasy Karola Gustawa i nie emanuje najświeższym aromatem ani odcieniem.  Tym bardziej, że materiał już jest zamówiony i tylko czeka na instalatora.

 
IMG_20160731_184813363[1]
IMG_20160803_125115258[1]
Po lewej, chyba jednak nie na nasze lata 
taka zwariowana robota. A powyżej,
tak wygląda wykończenie szczegółów kitem.
Poniżej, detal sufitu na schodach.
IMG_20160806_083419652[1]

 

Happy wife, happy life, powiadają starzy górale. To niech ten specjalista szybko przybywa i zakłada. Przybył, założył.  A czas leci, połowa urlopu właśnie przeszła.  To co, jedziemy?

IMG_20160806_083544802[1].jpg

Hej, nie tak ostro, jeszcze trzeba zamówić jakieś kanapy, jako iż podczas adoracji świecącej i plującej propagandą plazmy, trzeba na czymś  siedzieć w miarę wygodnie.  I stolik do kawy i lampki… No nie,  kanapy zaraz zamówimy, ale te drobiazgi to już po powrocie.

No i mamy koniec tygodnia, a rachunki do spłacenia w ferworze pracy zaniedbane. Musimy czekać na poniedziałek i nagle okazuje się, że na wakacje pozostaną nam dwa dni plus rutynowy comiesięczny czterodniowy weekend.  Zatem w sobotę do mechaniora podładować klimę w samochodzie i we wtorek już spakowani wyjeżdżamy w trasę. Hit the road, Jack i don’t you come back no more, no more no more…  Na szczęście już z drogi odwrotu nie ma i rozpoczynamy nasze upragnione wakacje.

CDN