Wisconsin

Poprzedni rozdział

Zawsze gdy przebywamy w stanie Wisconsin, wydaje nam sie, że jesteśmy w domu.  Niby w sąsiednim Michigan jest też masa jezior i lasów, a nawet więcej, niby Michigan posiada lepszą infrastrukturę turystyczną, ale jakoś mamy więcej sentymentu do stanu po zachodniej stronie jeziora.  Może dlatego, że Wisconsin jest bardzo silnie zorientowany na produkcję żywności, zwłaszcza przemysłu mleczarskiego, może za przyczyną naszego amerykańskiego snu właśnie w tym stanie, a może po prostu dlatego, że “cuś w tym jest”. Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę, żeby zaopatrzyć się w kolejną porcje napoju zwanego w USA eufemistycznie kawą, i dajemy po cylindrach na autostradzie I-43.  Autostrady wiodące w kierunku północ-południe (albo odwrotnie) noszą numery nieparzyste, natomiast te z zachodu na wschód, parzyste.  Przyczym cyferki na milowych słupkach rosną z południa na północ i z zachodu na wschód.  Najwyższy numer słupka milowego widnieje w Teksasie, na autostradzie I-10 i głosi 880.

Jesli chodzi o kawę, to Amerykanie piją jej dużo, ale zazwyczaj najtańsze i najgorsze gatunki. W niektórych punktach można nabyć nieco lepszą, ale drogo, a sposób, w jaki się tu kawę pali odbiega od tego, jaki znamy ze Starego Kraju, czy w ogóle z Europy, nie mówiąc już o potęgach kawowych jak Brazylia i cała Ameryka Łacińska.  Jednak trzeba przyznać, że zgodnie z trendem, w myśl którego w Polsce ma być więcej Ameryki niż w Ameryce, tam również coraz częściej kawę pali sie i zaparza po amerykańsku.

Do Milwaukee wpadamy rzecz jasna w godzinie szczytu, gdy ludziska zjeżdżają z roboty do domu.  W tej metropolii, funkcjonuje jeszcze resztka biznesu, a nawet produkcji, więc droga zapchana jest niemożebnie, choc do korków chicagowskich zwanych parkingami na autostradzie, jeszcze dość daleko.  Posuwamy się jakoś, choć w tempie ślimaczym, a co jakiś czas dopada nas przelotny deszcz i nowe wycieraczki do szyb zdają się być użyteczne.

Milwaukee słynęło ongiś z trzech wielkich kompanii browarniczych, które tu obrały sobie siedzibę.  Otóż Schlitz, Pabst i Miller. Schlitz uchodził za najstarszą firmę w tej branży, Miller posiadał największy browar na świecie, w Pabst produkował najbardziej znośne piwo. Gdy wszystko się wymieszało w latach pabstosiemdziesiątych, pozostał tylko Miller z potężnym choć już nie największym zakładem i drużyną futbolu amerykańskiego Brewers.  A odkąd ruszył z kopyta resort mikrobrowarów, ludziska zauważyli, że wielkoprodukcyjne piwo nie nadaje się do picia.  Jest wprawdzie nienajgorsze do mycia włosów (jeśli ktos je posiada) oraz do przyjęcia, jeśli chodzi o zastosowanie w kuchni, na przykład do wstępnego podgotowywania z odrobina masła bratwurstów, których tu można dostać wielką liczbe gatunków i rodzajów.  Dla porównania nadmieńmy, że w takim Teksasie bratwurstów nie ma.

Mijamy zatem po lewej smętny, choć niegdyś klasycznie monumentalny budynek dawnej kompanii Pabst, ziejący dziurami wybitych okien słodowni i pięknej kiedys warzelni, a po prawej Schlitza, niezbyt odbiegający aparycją od konkurencji (Miller położony jest o kilka mil na zachód) i po wyjściu z pętli śródmieścia widzimy gmach dawnej firmy artykułów elektromechanicznych Allen Bradley, obecnie Rockwell.  Na wieży tej budowli umieszczony jest największy na świecie zegar czterostronny z oświetlonymi tarczami.  Jest to eksponat tak ciekawy, ze oddajmy głos Wykipedii, która w tym przypadku prawdę powiada:

“Największy czterostronny zegar na dodatkowym budynku kompleksu biur i pomieszczeń poświęconych różnym projektom w firmie Allen-Bradley. Każda strona ma średnicę 40 stóp i 3-1/2 cali. Oddana została do użytku 31 października 1962 roku. Jest wzniesiona na poziom 283 stóp od ulic Milwaukee i wymaga zasilania 34.6 Kilowatów w celu działania i podświetlenia.”

I dalej:  “Wieża zegarowa stoi na wysokości 283 stóp (86.26 metra).  Ponieważ ośmioboczne strony czterech zegarów są prawie dwa razy większe niż strony Londyńskiego Big Bena, kuranty nie zostały nigdy dodane, aby pozwolić Big Benowi pozostać największym czterostronnym kurantowym zegarem na świecie. Tak naprawdę ten tytuł należał do zegara na ratuszu w mieście Minneapolis od 1909. Każda z godzinowych wskazówek wieży zegarowej Allen-Bradley ma 15.8 Stóp i waży 490 funtów. Każda minutowa natomiast ma 20 stóp długości i waży 530 funtów. Znaczniki godzin są rozmieszczone, co 4 stopy.  Zegar został nazwany “The Polish Moon” – Polskim księżycem odnosząc się do historycznie Polskiej dzielnicy w której jest zbudowany i kościoła pod wezwaniem  Św. Stanisława w Milwaukee, Wisconsin. allen bradleyW ostatnich latach był również nazywany “The Mexican Moon” – Meksykańskim księżycem odzwierciedlając zmianę w etnicznym składzie dzielnicy (chociaż obie nacje są dalej obecne). Jego podświetlane strony były używane, jako pomoc nawigacyjna na Jeziorze Michigan przez wielu marynarzy na przestrzeni lat z wyjątkiem kryzysu naftowego w 1973 roku, kiedy to zegar nie był podświetlany od listopada 1973 do czerwca 1974.”

Milwaukee tradycyjnie słynie z prześmiewania polskiej społeczności.  Tubylców (którzy przeciez sami są przybyszami), złości, że Polacy mają kuchnie w piwnicach (co zresztą jest zjawiskiem częstym  w południowych stanach), że jadaja kapustę z kiełbasą (Niemcy przecież również), a także że są naiwni.  Przytacza się przykład wydarzeń w roku 1968, gdy czarna społecznośc wystąpiła z demonstracjami, paląc białe i innobarwne dzielnice. Wówczas polska brać stanęła ze strzelbami na moście, przez który wiodła ulica 27 Str. i żaden murzyn nie przedostał się do polskiej dzielnicy.  Skutkiem tego, gdy państwo odbudowało popalone domy, wszyscy zamieszkali w nowiutkich rezydencjach, a Polacy pozostali w starych domostwach, budowanych jeszcze metodą chlapania błota na patyki, czyli gipsowania ściennych listewek. Także od tego czasu ów most nazywa się najdłuższym mostem na świecie, prowadzącym mianowicie z Afryki do Polski.

Wreszcie na siódmej mili wyskakujemy do miasteczka Colombia, a może juz Westport na zachodnim brzegu jeziora Michigan.  Tu wszystko jest wymieszane i nie wiadomo, gdzie się co zaczyna, a gdzie kończy. Aby  nie skłamać, powiedzmy, że jesteśmy w Racine, do którego te wszystkie dziwolągi należą.  Nasi znajomi są na dzień dzisiejszy rozdzieleni, ponieważ pan domu przebywa na czasowym wygnaniu w Toruniu, a szanowna małżonka się relaksuje pracą w ogródku i przechadzkami nad jezioro z psiakiem imieniem Misio.

Ponieważ wparowujemy z pustymi rękami, bierzemy szanowną gospodynię za halc i idziemy na kolację do knajpy, gdzie podają najlepsze w okolicy ryby. Rzeczywiście, olej pachnie świeżo, rybka też, do tego oczywiście siekana kapusta w majonezie z ziołami, w których dominują nasiona selera, oraz kawa, żeby się dobrze spało.

Dziewczyny, jak to Dziewczyny, trajlują do późnej nocy, ale chop za takimi atrakcjami nie przepada, więc bierze prysznic i idzie w pościel. Nazajutrz zwalą sia nasi znajomi sprzed ćwierci wieku, choć nie wszyscy, i trzeba będzie zająć się BBQ, zwanym w Polsce prozaicznie grillem.

CDN